Darjeeling – z widokiem na Himalaje

Wyjazd do Indii nie mogę nazwać marzeniem, nawet ciężko ugryźć to w kategorii dłuższych planów. Po prostu nagle na mapie pojawił się cel, który zrealizowaliśmy dokładnie rok temu.

Tak, rok temu siedzieliśmy o tej porze na lotniku ruszając już po raz kolejny w nieznane. Przed nami świat, który jest miejscem kontrastów. Wybieraliśmy się do miejsca, które niektórych urzekało, a niektórzy uciekali zaraz po samym wylądowaniu. Ruszaliśmy, nie wiedząc czego się spodziewać – mają ogólny zarys podróży.

Na naszej mapie był jeden punkt, na którym bardzo mi zależało. Oj, jak bardzo chciałam zobaczyć Himalaje. Tak, fascynowały (I FASCYNUJĄ) mnie do dziś te najwyższe góry świata… tam, gdzie człowiek walczy ze swoimi słabościami – gdzie może powiedzieć: „Jestem tu tylko ja i góra i moje słabości”. Nie, nie planowałam się wspinać (nigdy jakoś nie zaraziłam się wspinaczką skałkową). Na bakier mam z Tatrami, które znam głównie z opowieści. No byłam w Zakopanem, na Gubałówce, ale to przecież nie Tatry – nie góry. Kiedyś jeszcze od Słowackiej strony przyglądałam się tym wspaniałym szczytom, ale… tylko spoglądałam.  Ale wróćmy z Tatr do Indii w Himalaje. Zatem chciałam po prostu nacieszyć oko najwspanialszymi szczytami. W sumie to przecież lubię góry, lubię po nich dreptać i spoglądać na świat ze szczytu. Perspektywa pobytu w miejscowości powyżej 2000m n.p.m. była zatem bardzo kusząca.

Aby się tam dostać musieliśmy przebrnąć przez najbardziej znane i turystyczne miejsca w Indiach. Czekała nas wizyta w Tadż Mahal czy zwiedzanie Varanasi, nad świętą rzeką Ganges. Zarówno  jedno jak i drugie miejsce dostarczyło nam wiele emocji. Poznawaliśmy powoli Indie – posuwając się wciąż na wschód. Wykorzystywaliśmy do przemieszczenia się pociągi czy słynne tuk-tuki. Chłonęliśmy miasta (a razem z tym smog), kosztowaliśmy lokalnego jedzenia (przyzwyczajając nas żołądek do dziwnych smaków), oglądaliśmy ludzi, dla których domem była ulica, ale widzieliśmy także tych, którzy żyli na uboczu we wspaniałych willach.  Indie to były kolory, to były zapachy (nie tylko te przypraw), to cała mieszanka, która uderza na każdym kroku, przypominając gdzie teraz się znajdujesz.

Minęły dwa tygodnie naszej podróży, a my w końcu trafiamy niedaleko Darleelingu:). Tylko przejazd jeszcze samochodem terenowym i naszym oczom ukaże się najwyższe pasmo gór świata. Jadąc na szczyt zatrzymujemy się w kilku miejscach, kierowca jak zwykle daje upust swoim emocjom – wyładowując się na klaksonie. Piiiiip, piiip, piip – oj jeszcze długo będzie mi to brzmieć w uszach – ale co zrobić, taka kultura :). Mijają godziny, zbliża się zachód słońca i jest!!! pierwszy widok gór mija nam za oknem. My wjeżdżamy coraz wyżej, by dotrzeć do miejscowości Darjeelling. Łapiemy się jeszcze na ostatnie promienie słońca i szukamy naszych noclegów. Nie było to łatwe, poza tym przemieszczanie się z dużym plecakami na tej wysokości też do najprzyjemniejszych nie należało (tym bardziej, że szukając hostelu dreptaliśmy góra- dół).

Darjeeling - Indie

Darjeeling - IndieDarjeeling - IndieTemperatura nocą trochę spadła i w naszym hostelu było dość zimno, ale cóż nie robi się dla widoków! Szukamy zatem „cudownego źródełka”, które znajdujemy pod schodami jednego z budynków i wyposażeni w rum wracamy na nocleg do pokoju. Pora spać :). Budzimy się wcześnie rano i ruszamy na zwiedzanie miasteczka. Ehh – jest pięknie! Z miasteczka mamy widok na szczyt  Kanczendzonga 8586m n.p.m. Miasteczko widać od razu, bardzo różni się od pozostałych miasteczek w Indiach. Inaczej ubrani ludzie, niewiele kobiet chodząca w Sari, inne rysy twarzy – taki już „górski świat”. Na początku trafiamy na pola herbaciane, które są na wysokości 2150m n.p.m. (tak jak wioska).  Pola herbaciane są tutaj ponoć najlepsze na świecie dzieki unikalnemu mikroklimatowi górskich zboczy. Trafiliśmy do fabryki herbaty, gdzie dowiedzieliśmy się, że herbatę zarówno czarną, zieloną i białą robi się z tego samego krzewu! :).  Wszystko zależy od kolejności procesów jakiemu poddawane są zebrane liście.  Mieliśmy okazję spróbować herbaty, potem zaś zaopatrzyliśmy się w małe pudełeczko złotego napoju do zaparzenia.

Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie

W Darjeeeling byliśmy też w ZOO ( bo słyszałam, że można zobaczyć pandę. I to jest prawda, tylko pandę, ale czerwoną). No jakby nie patrzeć, to też panda tylko mniejsza i bardziej przypomina mi jakiegoś szopa, no ale nie będę się czepiać.  Trafiliśmy też na kolejkę linową, ale niestety nie była czynna i jak Pan nam powiedział, „nie wiadomo kiedy znów ją uruchomią”.  A szkoda, bo przejazd nią w górach mógłby być naprawdę nieziemski, ale co zrobić…  Wracamy znów do „centrum miasteczka”, próbując lokalnej kuchni z ulicy. Trafiliśmy także do jednego z barów, bowiem chciałam spróbować lassi (indyjski napój przyrządzany z jogurtu, wody i przypraw spożywany dla orzeźwienia w upalne dni). Okazało się także, że w jednej z knajp podają wołowinę!!! – tak dobrze czytacie, krowie mięso w kotlecie. Zaskoczyło nas to, ale też jakoś nie odważyliśmy się spróbować. Zadowoliliśmy się makaronem z warzywami :).

Darjeeling - Indie dsc_4021 Darjeeling - Indie dsc_4026 Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie

Kolejny dzień rozpoczęliśmy bardzo wcześnie, bowiem jeszcze przed wschodem słońca wyruszyliśmy na wzgórze Tiger Hill. Po raz kolejny o poranku plątamy się po ulicy, by znaleźć miejsce w terenówce aby wyruszyć na wschód słońca. Znajdujemy auto i ruszamy jako jedni z pierwszych, co później okazało się dość ważne. Gdy docieramy na szczyt, idziemy na punkt widokowy, gdzie ludzie już powoli zajmują najlepsze miejsca. Jest zimno, bardzo zimno (ale mam śpiwór, czapkę, rękawiczki i ciepły sweter).  Z chwili na chwilę ludzi jest coraz więcej, przepychają się, ale ja bronię jak tylko mogę swojego miejsca przy barierce :). Nie dałam się, ale nie było to łatwe, bo ludzie na siłę próbowali pchać się z każdej strony. Po jakimś czasie miejsca już zajęte i wszyscy z aparatami w rękach czekają na pierwsze promienie słońca. Chwila wyczekiwania i jest… słońce pojawia się nad górami pięknie oświetlając Himalaje. Naszym oczom ukazuje się w oddali  Mount Everest, dalej Makalu i Lhotse. Dalej kolejne szczyty, które  przybierają piękną słoneczną poświatę. Po chwili ludzie zaczynają się rozchodzić, pojawiają sie handlarze z czapkami i gorącą herbatą. My jeszcze chwilę patrzymy w góry, robimy zdjęcia i powoli wracamy do „naszej terenówki”. Zauroczeni majestatycznym wschodem słońca idziemy na śniadanie, by wykorzystać kolejny dzień.

dsc_3907 Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie

Darjeeling - Indie Darjeeling - IndieDarjeeling - Indie Darjeeling - IndieKolejną atrakcją jest słynna górska kolejka wąskotorowa wpisana na Listę światowego dziedzictwa Unesco. Jest to bardzo mały pociąg o czym świadczy nawet jego nazwa „Toy train”. Długość linii to 88 kilometrów (za stroną oficjalną), pociąg jedzie ze średnią prędkością 12 kilometrów na godzinę. Trasa  z New Jalpaiguri do Darjeeling zajmuje ponad 7 godzin. Po sezonie chyba jeździ krótszą trasą, bowiem nasza podróż trwała ok 1h :). Sam przejazd był naprawdę niesamowitą przygodą i polecam każdemu, kto tylko wybiera się tylko do Darjeeling.

Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie

Na tym kończyliśmy nasz pobyt w Himalajach (skąd lecieliśmy na dwa tygodnie na Sri Lankę). A góry – zostawiliśmy za sobą. Trochę z tęsknotą opuszczaliśmy górskie miasteczko. Ciężko to opisać, ale jak człowiek raz zobaczy najwyższe góry świata – one nie pozwalają o sobie szybko zapomnieć.  Po powrocie z Indii (trochę jak napaleniec) kupuję prawie wszystkie dostępne książki o tej tematyce :). Z podziwem czytam o wyczynach Polakach i „naszych” pierwszych zimowych wejściach na ośmiotysięczniki. Możemy być dumni, bo wpisaliśmy się bardzo mocno w historię zdobyć tych szczytów.  Czytam teraz o wyprawach, z zapartym tchem śledzę wyprawy w Himalaje. Zapytacie pewnie – czy sama mam ochotę iść na szczyt?  To nie dla mnie… Tak jak napisałam wcześniej, ja nie lubię skałek,  chyba boję się łańcuchów… hmm po prostu to nie mnie. Ja mogę być wiernym kibicem i z podziwem zerkać na wyczyny kolejnych polaków.

Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie Darjeeling - Indie

Dziś mija rok od naszej podróży do Indii… Dziś zerkam na góry – trochę niższe, ale także piękne – MOJE BIESZCZADY. Tak, to tu zostawiłam swoje serce.

A kolejna podróż… jest w planach, ale na razie jeszcze chwilę będę w Bieszczadach :).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *