O tym dlaczego nie pływam już kajakiem a małpy trafiają do listy zwierząt, których nie lubię…

Co naprawdę wydarzyło się w Meksyku?
Przez ostatnie dni naszego pobytu w Meksyku, nie dało się ukryć, że pojawiałam się z zabandażowaną ręką i nogą. Wysyłaliście mi zapytania – co się znów stało. Bo przecież nie tak dawno na Kubie, podczas robienia zdjęć również się lekko uszkodziłam 🙂.
Nikomu jednak nie odpowiedziałam na to pytanie z prostego powodu, nie chciałam aby rodzina się dowiedziała – bo pewnie padła by na zawał:).
Jestem jednak już w domu, więc pora odpowiedzieć kolejną „przygodę”, choć nie do końca przyjemną.
Byliśmy w okolicy miejscowości Tuxtla, gdzie w środku wulkanu znajduje się jezioro, a na nim dwie wyspy, na której żyją małpy.
Rozbiliśmy się tam na kempingu, spacerowaliśmy po dżungli oglądając papugi Ary. Postanowiliśmy także wypożyczyć kajak (choć, ja zawsze powtarzam, że bardzo nie lubię kajaków). Ale nic wypożyczyliśmy takie coś jak „kanu” i wybraliśmy się na wycieczkę.
Nie bardzo mi się pływanie kajakiem, ale powoli do celu docieraliśmy w okolice wyspy. Są tam organizowane wycieczki w okolice wysp, ale jak to Kuba powiedział „to przecież nic ciekawego, skoro tylko wyspę opływają”. My mieliśmy w planie zwiedzić wyspę 🙂!
Po jakimś czasie opływając wyspę i szukając miejsca do zacumowania udało nam się zobaczyć pierwsze małpy. W dodatku wcześniej były karmione bananami, marchewką – to było całkiem urocze:). Gdy opłynęliśmy jedną wyspę, postanowiliśmy zobaczyć drugą. Jak sie jednak okazało, wiatr dość mocno się zmógł i nie było szans popłynąć dalej, więc wróciliśmy pod wyspę. Kuba więc stwierdził, że tu zacumujemy i pospacerujemy po wyspie. Widzieliśmy też, że małpy były nami zainteresowane.

Dopłynęliśmy do wyspy, i ja już miałam przywiązać kajak do drzewa, gdy na łódkę skoczyła nam małpa i usiadła na kolana. Kuba był zachwycony, bo zaczęła się tulić. W tym momencie też zobaczyłam kolejne dwie, które także szły w naszym kierunku. Zrobiła jeszcze im zdjęcie oraz Kubie z małpą na kolanach. Powiedziałam jednak, że nie czuję się pewnie i może odpłyniemy. I gdy już mieliśmy to zrobić w tym momencie skoczyły dwie kolejne małpy na łódkę i… się zaczęło. Zabrzmi to jak abstrakcja, albo SF ale zaatakowały mnie małpy. Ugryzła mnie w nogę, gdy ją chciałam odepchnąć ugryzła mnie w kolano itd… Kuba chcąc mnie bronić podszedł na przód kajaku (zaczęliśmy nabierać wody) i uderzaliśmy/broniliśmy się przed małpami wiosłami. Te już nie tylko gryzły, drapały ale i ciągnęły za włosy. Wszystko działo się bardzo szybko. Nie wiem nawet kiedy nasz kajak nabrał wody i my znaleźliśmy się w wodzie. Woda przy brzegu sięgała szyi (na szczęście mieliśmy kamizelki). W dodatku wpadając do wody, wpadliśmy z całym sprzętem czyli także naszą lustrzanką. W tym momencie małpy przestraszyły się wody i i uciekły na pobliskie drzewo oglądając naszą walkę. Mi z ręki ciekła krew, wiedziałam, że też mam pogryzioną nogę, ale nie widziałam jak bardzo.

Dryfując w wodzie przy kajaku, chcieliśmy z niego wylać wodę, ale to nie takie proste. Ten kajak/kanu był z drewna i podniesienie go czy odwrócenie nie dawało efektu. Rozcięliśmy butelkę i małą butelką czerpaliśmy wodę. Szło to bardzo powoli i nie było też za dobrze z moją ręką, bo krew cały czas wypływała. W końcu postanowiłam wezwać pomoc. Widziałam w okolicy wędkarzy, więc po prostu zaczęłam wołać – pomocy. Po jakiejś pół godzinie dopłynęła do nas łódka. Jeden z panów pomógł wiadrem wylać wodę z kajaku. Wezwano też łódkę z silnikiem, na której nas posadzono i przycumowano kajak. Zawinęliśmy tylko moją rękę i nogę i popłynęliśmy, do naszego kempingu, Tam udzielili mi pierwszej pomocy, opatrując rany. Gdy się przebraliśmy, pojechaliśmy do szpitala, gdzie założono mi szwy na rękę i nogę a pozostałe zadrapania i lekkie ukąszenia mi przemyto. Niestety aparat przebywając ponad pół godziny pod wodą, już nie zadziałał – ale kartę ze zdjęciami udało się uratować.
Postanowiliśmy kupić nowy aparat, a ja podróżowałam z lekko uszkodzoną ręką i noga dalej. Miałam potem jeszcze 4 wizyty w szpitalu i dzień przed odlotem zdjęli mi szwy.
Musiało minąć chwilę czasu, aby to opisać i patrzeć na to wydarzenie z dystansem. Dziś mam w tych miejscach blizny i chyba jeszcze czeka mnie jakaś wizyta u lekarza, aby dowiedzieć się, czy potrzebuję jeszcze jakiegoś antybiotyku.
Już teraz wiecie, dlatego nie pisałam o tym wcześniej, po prostu nie chciałam martwić bliskich mi osób.
Z jednej strony można powiedzieć, że mamy za swoje, bo byliśmy nierozważni i nieodpowiedzialni. Może tak, ale po prostu nie wiedzieliśmy, że te małpy są aż tak agresywne i mogą zrobić krzywdę, W sumie i tak mieliśmy wiele szczęścia, że tak to się skończyło.
Cóż – tak więc było w tym Meksyku.
A i jedno wiem – WIĘCEJ NIE PŁYWAM KAJAKIEM!

 

15676140_1827787764136189_3993125117973046215_o-1 Meksyk - małpy 15676445_1827788280802804_6461450400099343174_o 15676543_1827785720803060_4621866651115934362_o 15723442_1827787250802907_100723128129992584_o 15731901_1827787517469547_7921539359161079522_o Meksyk - małpy Meksyk - małpy Meksyk - małpy Meksyk - małpy

1 Komentarz:

  1. Na tym blogu na pewno zostanie bardzo długo bo uważam że lepszego blogu od tego to na pewno nigdzie nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *