Wyprawa na KONIEC ŚWIATA – zapraszamy!

Byliście kiedyś na KOŃCU ŚWIATA? My tak – można by powiedzieć, że widzieliśmy więc już wszystko 🙂.
Park Narodowy Równin Hortona to jedno z miejsc, gdzie pogoda rządzi się swoimi prawami. Tylko przez 2h dziennie jest szansa, by zobaczyć KONIEC ŚWIATA czyli skalną przepaść sięgającą prawie 900m.
Idąc tam ścieżka prowadzi przez niczym stepy sawanny by potem przejść się przez prawdziwą dżunglę mijając po drodze małe strumienie, które potem zmieniają się w wspaniały wodospad 🙂
A jak jest na KOŃCU ŚWIATA? – zobaczcie sami

Jak to jest na końcu świata? Jak tam się dostaliśmy i co to właściwie jest  🙂 Podróżując po Sri-Lance słyszeliśmy o Parku Narodowym Równin Horton na wysokości 2200m n.p.m. Słyszeliśmy też, że jest to obowiązkowy punkt – zresztą, sama nazwa nas zaciekawiła, bo któż by nie chciał zobaczyć jak wygląda „koniec świata”.  Miejsce to słynie jednak z kapryśnej pogody i ponoć codziennie ok 10:00 nad dolinami pojawiają się mgły, które przykrywają wspaniałe widoki.  Często też pojawia się tam deszcz i zdarza się, że mimo wczesnej pory musimy obejść się tylko smakiem widoków.

Jak dotrzeć do Równin Horton?

Jeśli planujecie dotrzeć do Parku Narodowego publicznym środkiem transportu np. z Nuwara Eliya  – niestety na to nie mamy co liczyć, bowiem nie docierają tam żadne „tańsze” środki transportu. Ogólnie transport nastawiony jest na zarobek dla turystów. Dzień wcześniej zatem szukamy tuk-tuka i właściciela, z którym umawiamy się o poranku na wyjazd. Czeka nas ponad godzinny wyjazd na górę – gdzie tuk – tuk kilka razy będzie pokonywał swoje możliwości. Jest po 4 rano, gdzie pakujemy się (prowiant, jakieś kanapki) i ruszamy na spotkanie ze znajomą parą polaków. Jest wcześnie i jazda tuk-tukiem orzeźwia. Budzi się dzień, wstaje słońce a my suniemy pod górę, gdzie pojawiają się już pierwsze widoki.

Co prawda krajobrazy dopiero powoli wyławiają się za mgieł. Jeszcze zanim na dobre słońce się pojawi stajemy przed bramą wejściową na teren Parku. Chwilę na zakup biletów, potem „nasz” pojazd zawiózł nas do wejścia na teren parku. Tam dokładna kontrola i sprawdzanie czy przypadkiem nie mamy czegoś zapakowane w plastik. Jedyne zezwolenie to butelka wody (ale etykietkę trzeba było zdjąć) – wszystko po to by nie zaśmiecać pięknego krajobrazu. Ruszamy wąską ścieżką, gdzie już na początku się rozwidlają. My wiedzieliśmy, że do 10:00 mamy mało czasu by dotrzeć na kONIEC ŚWIATA, zatem poszliśmy na lewo by zatoczyć pętelkę i dotrzeć do wodospadu Bakera. Trasa nie jest trudna, bardzo urokliwa a poranne mgły dodawały tajemniczości. Cały czas wędrowaliśmy na wysokości od 2100 do 2300 m n.p.m., gdzie roślinność nas cały czas zaskakiwała. W końcu dotarliśmy na początku na Mały Koniec Świata – Little Worlds End. Mgły powoli zanikały a my mogliśmy oglądać niezwykłe widoki, panoramy i przepaście. Chwila przerwy i ruszyliśmy dalej by w końcu dotrzeć NA KONIEC ŚWIATA! Brzmi niesamowicie – prawda! Już dla samej nazwy chce się tu zawędrować. Oprócz nas było trochę turystów, którzy chcieli podobnie jak my zrobić najlepsze ujęcie. Przepaść  sięgająca ponad 870m robiła wrażenie i rzeczywiście można było pomyśleć, ze DALEJ SIĘ JUŻ NIE DA! Tutaj stoi się nad przepaścią – nie ma barierek, ochroniarza a wszystko co nas ogranicza to nasz strach (a jest tutaj na pewno). Można testować swoją odwagę i lęk wysokości do woli!

Kiedy już nacieszyliśmy się byciem na KOŃCU ŚWIATA ruszyliśmy dalej ścieżką w stronę wodospadu Bakera – nazwanego na cześć brytyjskiego podróżnika Samuela Bakera. Stepowy krajobraz, ciemnoczerwona ziemia sprawiła, że mieliśmy wrażenie, że przenieśliśmy się do innego świata. Pojawiła się potem znów kraina paproci, by doprowadzić nas do wodospadu. Lekko jeszcze zacieniony, ale urokliwy.

Chłodne powietrze i krople z wodospadu dodawały uroku tej scenerii. Trochę zdjęć – z góry i dołu i można było ruszyć dalej :). Sama ścieżka była potem bardzo przyjemna i właściwie po ok 9km zatoczyliśmy krąg wracając na miejsce startu.

Po wyjściu okazało się, że naszego „tuk tukarza” nie ma i w sumie nie mieliśmy z nim kontaktu. Był pomysł powrotu na nogach, na stopa (co tutaj mogłoby być trudne). Niemniej jednak po jakiejś 1h doczekaliśmy się naszego kierowcy, który spokojnie odwiózł nas do hostelu.

Jeśli zatem jesteście na Sri Lance – naprawdę polecam do miejsce. Warto tylko pamiętać, by ubrać się ciepło (poranki są tam dość chłodne) i zabrać wygodne obuwie na wędrówkę. Woda, jakaś przekąska i można wyruszyć na KONIEC ŚWIATA!

DSC_5495 DSC_5539 DSC_5566 DSC_5569 DSC_5571 DSC_5601 DSC_5612 DSC_5681 DSC_5690 DSC_5763 DSC_5773 DSC_5774 DSC_5779

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *