Z widokiem na Kazbek

Gruzja - KazbekGruzja - KazbekPomysł na dotarcie pod Kazbek narodził sie właściwie z przypadku. Planowaliśmy podróż po Gruzji, ale wiedzieliśmy, ze zapewne do niektórych miejsc nie dotrzemy (z racji pory zimowej). Zależało nam jednak dotrzeć do Kazbegi, by móc przynajmniej pogapić się na Kazbek.

Czy myślałam o wspinaczce? Zdecydowanie nie, nawet przez myśl mi nie przeszło – rozsądek po prostu. Ja do takich wypraw się nie nadaję. Kuba coś napominał, że może latem by wrócić, wspiąć się na szczyt – zimowa pora raczej odpadała – po prostu żadni z nas alpiniści.

No ale wracam do Gruzji i naszej wyprawy. Kazbegi a prościej mówiąc Stepancminda  była końcowym punktem naszej wyprawy. Przejazd Gruzińską Drogą Wojenną był niezwykłym przeżyciem. Co prawda początek zimy nie ułatwiał sprawy: korki na trasie, wypadki i auta zakładające łańcuchy były mijane co jakiś czas. Mimo trudności pnęliśmy się w górę. Największe wrażenie  na pewno zrobił na nas korek tirów, który ciągnął się kilometrami. Wyprzedzanie zatem i poruszanie na trasie było jeszcze bardziej utrudnione. Pogoda nie pozwalała nam na rozkoszowanie się niezwykłymi widokami, niemniej jednak zatrzymaliśmy się po trasie w dwóch bardzo charakterystycznych miejscach: twierdza Ananuri na tle przypominającym norweskie zakręcone fiordy, a kolejnym Przełęcz Krzyżowa (2395 m n.p.m.). Mimo najlepszych chęci pogoda nie zachęcała do robienia zdjęć mgle – cóż po krótkim postoju ruszyliśmy po prostu dalej.

 

Twierdza Ananuri Twierdza Ananuri Twierdza Ananuri

Twierdza Ananuri

Twierdza Ananuri

KazbegiKazbegi - Tiry

Kazbegi czyli Stepancminda

W końcu udaje nam się dotrzeć do małej wioski leżącej u stóp  Kazbegu. Byliśmy tutaj umówieni z Julią na CS, ale dopiero kolejnego dnia. Zatrzymując się zatem gdzieś na parkingu, postanowiliśmy poszukać noclegu. W sumie nie trwało to długo, bowiem po paru sekundach dotarł do nas jeden z mieszkańców z przewodnikiem polskim w ręce – zapraszając do siebie na nocleg. Poszliśmy zatem zobaczyć a on od razu poczęstował cza-czą, potem jeszcze jakimś smakołykiem. Pokazał nam także, że nocują tu Polacy (na dowód miał ścianę z naklejkami od naszych rodaków). Wśród wszystkich udało się wypatrzeć naklejkę kolegi, już niestety śp. Olka Ostrowskiego, który pochodził z Wetliny a przy okazji miałam okazję z nim studiować. Jego plany były ambitne – planował jako pierwszy Polak zjeżdżać na nartach z coraz to wyższych szczytów. Jedną z gór był Kazbek. Potem wybrał już na swój cel wyższe góry – Pik Lenina, Czo Oju i Gaszerbrum II. Przy tym ostatnim jednak zaginął i pozostał na zawsze w górach…

Wybaczcie chwilowe wspomnienie… W każdym bądź razie decydujemy się na nocleg u Wasyla. Wieczorem czeka na nas obfita kolacja, przy której poznajemy przyjaciela Hoya z Korei Południowej. Nie wiedzieliśmy wówczas, że jedno spotkanie przerodzi się w międzynarodową przyjaźń. Kolejnego dnia ruszamy na zwiedzanie. Kazbegi to miasteczko, które położone jest pośród gór, nad rzeką Terek na wysokości 1740m. n.p.m. Może nie zachwyca budownictwem, zniszczone domy, trochę dziurawe ulice – niemniej jednak, całość ma po prostu swój urok. Odnajdujemy także nocleg w Juli, która nam tłumaczy „odnajdzie czerwony autobus, idąc dalej zobaczycie zieloną dużą bramę. Wejście obok, to dom, w którym mieszkam”… – idealnie podany adres. Udaje nam się dotrzeć a po południu umawiamy sie z Hoyem by wybrać się na zachód słońca, by pogapić się w oddali na Kazbek. Miejscowi, trochę straszą nas wilkami – ale przecież my jesteśmy z Bieszczad! Wilki i niedźwiedzie są z nami na Ty! :). Zabieramy ze sobą kuchenkę gazową, jakieś przysmaki i we trójkę wędrujemy na wzgórze, skąd czekamy an zachód słońca – powiem tyle – BYŁO PIĘKNIE! Kazbegi Kazbegi - Gruzja Kazbegi - Gruzja Kazbegi - GruzjaKolejnego dnia postanawiamy wybrać się do Cminda Sameba – prawosławnego klasztoru – symbolu Kazbegi. Wiele osób pokonuję tę trasę terenówką. My zdecydowaliśmy się na pieszą wędrówkę. Po pierwsze mamy czas, po drugie przecież to przyjemność móc oglądać roztaczające się dookoła panoramy. Jesteśmy tutaj w porze zimowej, zatem nie możemy narzekać na tłumy oraz ciągle mijające nas samochody (czytaliśmy o tym w innych relacjach). Spokojnie zatem wdrapujemy sie na Przełęcz. W sumie wędrówka nie sprawiła większych kłopotów – poza tym perspektywa po raz kolejny „gapienia” się na Kazbek sprawia, że wyczekujemy końca spaceru. Jeszcze kilka kroków i jesteśmy na miejscu. To był cudowny widok, ale niestety nad Kazbegiem zawisły chmury :(. Idziemy zatem najpierw do Cerkwi Prawosławnej. XVI wieczna cerkiew, będąca symbolem Gruzji, jest położona na wysokości 2170 metrów n.p.m. Z takich ciekawostek powiem Wam, że w 1988 roku władze ZSRR wybudowały kolejkę linową do kościoła, jednak mieszkańcy uznali ją za profanację świętego miejsca i ją zniszczyli. W sumie uważam, że słusznie – dzięki temu na pewno lepiej docenimy trud wędrówki na szczyt (choć dla leniwych jest opcja wjazdu).

Sama Cerkiew jest niesamowita – abym mogła wejść do środka, trzeba oczywiście pozakładać chusty i okryć nogi, głowę – ale warto. Muzyka, która wydobywała się z wnętrza – wprawiała nas w nostalgiczny nastrój.

Kazbek - Gruzja Kazbek - Gruzja Kazbek - GruzjaPo wyjściu – Kazbek wciąż otulony jest mgłami. Postanawiamy zatem chwile odpocząć, napić się gorącej herbaty, coś zjeść. Kontem oka dostrzegamy mnicha, który mogli się patrząc w kierunku Kazbegu. Myślimy sobie: „może mogli się o odsłonięcie szczytu”… :). Czekając na okienko pogodowe cieszymy się zimowymi warunkami i tym co nas otacza. Kuba snuje plany o tym, że kiedyś warto by było tu wrócić i wspiąć się na górę. Zajęci rozmową nawet nie zauważamy, jak odchodzą w pewnym momencie chmury, a nam okazuje się piękno Kaukazu. Człowiekowi w takich momentach odbiera mowę – jestem w stanie z siebie wydusić tylko słowa – jest pięknie a widok zapiera dech w piersiach! Hmm – modlitwa mnicha pomogła :).

Spędziliśmy dość dużo czasu na Przełęczy. Kiedy w końcu zrobiliśmy sporo zdjęć, poczuliśmy, że powoli zaczyna robić się zimno – postanowiliśmy wracać. Słońce, błękitne niebo i niezapomniane widoki, towarzyszą nam do samego zejścia. Po drodze mija nas jakieś auto – turyści, chcą szybko zdążyć na Przełęcz, by popatrzeć na góry.

Schodzimy sobie spacerem – znajdując nawet jakieś skróty, które skutkowały utknięciem w zaspach – ale było fajnie:). Wracamy późnym popołudniem do wioski. W sumie to nie koniec zwiedzania – a Kazbegi spędzamy jeszcze kolejne dwa dni. Wspólnie z Hoyem odwiedzamy wodospad, Rosyjską granicę czy po prostu pałętamy sie po okolicznych wzniesieniach.

Dwa dni później opuszczamy Stepancminde, ale już we troje bowiem Hoy dołącza do naszej wyprawy. Kierujemy się teraz to TbilisiJeszcze nie wiemy, że czeka nas ponad miesiąc wspólnego podróżowania po Gruzji, Armenii i Turcji.  Parę dni później Julia pisze, że w ostatnim momencie wyjechaliśmy z Kazbegi, bowiem dopadał śnieg i wioska jest odcięta od świata przez najbliższe dwa tygodnie. Podczas wyjazdu towarzyszy nam wspaniała pogoda – rekompensuje chmurzastą pogodę na przyjeździe. Możemy teraz się zachwycać górami, które pokryte są śnieżnym puchem.

Zimą było tu pięknie, ale wyobrażam sobie, ze przyjazd latem – to musi być coś. Zieleń, góry – tak to „Ulki” lubią najbardziej. Gruzja - Kazbek

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Gruzja - Kazbek Gruzja - Kazbek Gruzja - Kazbek Gruzja - Kazbek Gruzja - Kazbek Gruzja - Kazbek Gruzja - Kazbek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *